Czy w Mołdawii są góry?

„Bo góry to nie tylko alpinizm i przygoda,
to nie  tylko wysiłek i ryzyko,
to nie tylko radość zwycięstwa czy gorycz porażki.
Góry to styl życia.”

/Roman E.Rogowski/

CZY W MOŁDAWII SĄ GÓRY ?

26 maja po północy wyruszamy na podbój nieznanego. Przez Słowację, Węgry, równoleżnikowo przez Rumunię do…. Mołdawii. Granicę rumuńsko-mołdawską przekraczamy w miejscowości Skuleni już po ciemku ale bez żadnych przeszkód. Tylko pogranicznikom mołdawskim trudno zrozumieć cel naszej podróży, dla którego pokonujemy 1000 km drogi. Bo kto słyszał o jakimś Belenesti – raptem 428 m n.p.m.! Nie ma go nawet w Internecie!  Życzą nam powodzenia, więc w drogę – trzeba trochę oddalić się od granicy i znaleźć miejsce na nocleg. Szukamy po omacku – wjechaliśmy w jakąś boczną drogę i za przydrożnymi krzakami stanęliśmy obozem. Jest piękna księżycowa noc, świerszcze hałasują, gdzieś z oddali słychać odgłosy dyskoteki (my ją mieliśmy w czasie jazdy niektórymi odcinkami dróg, bo chłopcy nie oszczędzali pedału gazu!), ptaki śpiewają. Na kolację najedliśmy się do syta  – w takich warunkach zmęczenie podróżą szybko mija. Jest upał – chyba z 200C ale namioty rozbijamy. Dwa!

Rano zbudziły nas ptaki wcześnie biorąc się do życia – nie to, co my, lenie śmierdzące. Spaliśmy chyba do siódmej naszego czasu (tam czas jest o godzinę do przodu w stosunku do naszego). Drogą przejeżdżają samochody ze zdziwionymi widokiem naszych namiotów kierowcami. Dziś dopiero możemy pierwszy raz zobaczyć mołdawskie krajobrazy. No i co? SĄ PIĘKNE! Łagodne pagórki poprzecinane w większości piaszczystymi drogami, porośnięte winnicami, sadami, i innymi uprawami. Rzuca się w nosy niesamowita wręcz woń przeróżnych ziół obficie teraz kwitnących – to fioletowa szałwia, mięta,Powietrze_bylo_geste_od_zapachow wierzba iwa z zielonożółtawymi kwiatami (ta pachnie szczególnie!).

W dolinach położonych bardzo nisko w stosunku do poziomu morza (nasz GPS to pokazał) tak, że różnice poziomów dochodzą do 400 m – jak w naszym Beskidzie Niskim, przycupnęły osady ludzkie. Chyba to otoczenie było przyczyną „choroby wysokościowej”, jaka dosięgła jednego członka wyprawy! Mimo tego zwijamy manele i wyruszamy szukać naszego rekordowego szczytu. Ma znajdować się we wsi Aleksiejewka, której nazwa jak i wielu innych wsi w Mołdawii, jest świadectwem odwiecznych wpływów słowiańskich na tym terenie. Uzbrojeni w najnowszą mapę Mołdawii w skali 1:200000, odbiornik GPS i przysłowiowy koniec języka wyruszamy na poszukiwania. Jedziemy drogami piaszczystymi i wyboistymi – wzbijamy tumany kurzu – nasze samochody uzyskują jednakowy, pylisty kolor. Znalazłszy najbliższą szczytowi miejscowość Gaureni, zostawiamy w centrum samochody a sami, przezornie założywszy turystyczne buty, co okazało się słusznym wybiegiem, zważywszy na błoto, jakie spotykamy po drodze,Droga_przez _wies_Gaureni wyruszamy w upale ku szczytowi, przez piękne łąki porośnięte ziołami. W niektórych miejscach łąka czerwienieje od…łanów dojrzałych poziomek!!! Boska_plantacjaPierwsze w tym roku, nie przeżyły naszej wizyty. Dochodzimy do szczytu Belenesti, na którym oczywiście stoi maszt przekaźnikowy, którego pilnuje strażnik. Ze szczytu wspaniałe widoki naokoło. Cały krajobraz pagórkowaty, lasów raczej mało.Wielcy_zdobywcy_428m _nmp

Cel naszej wizyty w Mołdawii osiągnięty. Możemy wracać. Tak też robimy – wracamy do samochodów, Cud_technikiw miejscowym sklepie smakujemy tutejsze piwo. Byłoby niezłe, gdyby było chłodniejsze. Jedziemy w stronę stolicy Mołdawii – Kiszyniowa. Po drodze zatrzymujemy się przy studni aby zjeść obiad. Studnia ta znajduje się poza wsią na skrzyżowaniu dróg, jest pięknie ocembrowana, zadaszona, obok niej stoi krzyż wykonany w tym samym, co studnia, stylu. Jest to normalny widok w Mołdawii. Woda jest tam w wielkim poszanowaniu, ma być dostępna każdemu człowiekowi. Dlatego podchodząc do studni zastajemy wiadro z wodą stojące na cembrowinie Z wodą! Więc należy również pozostawić je pełne wody. Niektóre takie obiekty mają ciekawą architekturę: pod oddzielnym daszkiem studnia i oddzielny daszek ma grupą krzyża: Chrystus na krzyżu a obok Matka Boża i św. Jan. Całość wykonana ozdobnie z drewna lub blachy. Zwyczaj ogólnodostępności studni zapewne podyktowany jest mołdawskimi warunkami pogodowymi, latem panują tu wielkie upały, ale i gościnnością.

W Kiszyniowie spacerujemy po centrum zwiedzając Sobór Katedralny, oglądając z zewnątrz pałac prezydencki, park miejski z całą galerią pomników na czele z pomnikiem Stefana Wielkiego – patrona Mołdawii.

Pijemy piwo – o zgrozo! – ciepłe i jedziemy w kierunku Orhei. Po drodze chcemy zobaczyć piwnice w Cricowej. Z trudem znajdujemy ową miejscowość- nie ma na trasie żadnych drogowskazów czy tablic reklamujących tę atrakcję turystyczną. Niestety, okazało się, że piwnice są zamknięte – trwa remont! Możemy tylko stwierdzić, że rzeczywiście, wejście znajduje się w pionowej ścianie kanionu. Podobno można tam wjechać autokarem lub samochodem i jadąc zwiedzać piwnice z winem. Czy konsumować przy tym wino? Tego nie wiemy. Podobno piwnice mają długość ok. 100 km. Wierzyć się nie chce, ale nie mogliśmy tego sprawdzić. Dostajemy tylko od stróża na zachętę numer telefonu do właściciela piwnic. Może następnym razem się przyda.

Robi się wieczór więc szukamy miejsca na nocleg. Wypadł niezły, tylko rano obudziła nas pasąca się krowa.

Cdn

Urszula Kocik, 2007-07-09

Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.